Natural

Karmienie piersią na… depresję

Koniec naszej mlecznej drogi nastąpił niespodziewanie i obyło się bez łez. Nie płakał Finio i nie płakałam ja. Nasza droga rozpoczęła się w łzach i bólu, a zakończyła prozaicznie bo synek zamiast mleczka poprosił o herbatkę. Nie pozwoliłam mu sobie „wejść na głowę”, nie byłam też „leniwa”  czy „lękliwa” w zakończeniu karmienia bo tak się mówi o matkach karmiących dłużej niż rok czy dwa lata. Długie karmienie było moją przemyślaną decyzją, z której nie muszę się nikomu tłumaczyć, tak jak nie muszą się tłumaczyć mamy, które zdecydowały się przerwać karmienie wcześnie. Każda z nas ma inną historię. Mnie karmienie piersią dało wewnętrzny spokój, którego potrzebowałam po traumatycznym porodzie. Upokorzenia, których doświadczyłam w szpitalu sprawiły, że karmienie piersią stało się dla mnie czymś w rodzaju terapii. Czułam, że zawiodłam. Czułam wstyd, że nie miałam praktycznie żadnej wiedzy związanej z porodem. Pochłaniałam wszystko o rozwoju płodu i pielęgnacji noworodka ale poród odpuściłam… przecież miałam opłacić położną więc po co się stresować?

Mój syn sam zrezygnował z mleczusiów w wieku 3 lat i 10 miesięcy. To on wymyślił to urocze określenie, a ja je uwielbiam. Mój chodzący i mówiący syn, który potrafił pić z kubka zanim postawił pierwsze kroki. Chłopiec, który gotuje sobie samodzielnie owsiankę. Ten sam chłopiec pił mleko swojej mamy prosto ze źródła przez prawie 4 lata swojego życia. Nie wiedział pewnie, że jego matka to laktoterrorystka, która zmusza go to tego niechlubnego czynu aby go od siebie uzależnić. Najważniejsze, że ja naszej mlecznej relacji tak nie widziałam bo stała się częścią nas, naszej codzienności.

Nie potrzebujesz czyjegoś przyzwolenia na decyzję o zakończenie karmienia bo to Twoje ciało i tylko Ty wiesz co czujesz karmiąc. Pamiętaj też, że nie potrzebujesz aprobaty rodziny czy lekarzy na kontynuację karmienia dłużej niż społeczeństwo widzi to stosownym bo to nadal Twoje ciało, a mleczna relacja zachodzi między mamą a dzieckiem. Bądź szczera wobec siebie i daj sobie prawo do zakończenia karmienia wtedy kiedy poczujesz, że już tego nie chcesz.

Kobiety, które karmią dłużej niż dwa lata są postrzegane jako jakieś świrnięte eko mamusie, które nie potrafią odstawić swoich dużych dzieci od cyca, a czasem są zwyczajnie zboczone. Ja rozumiem, że to wynika z braku wiedzy ale co komu do relacji między matką i JEJ dzieckiem?!? Tu tylko partner i ojciec dziecka mogą wejść z mamą w dyskusję. Problem postrzegania mam „długo karmiących” jest bardzo głęboki bo jak może być inaczej gdy środowisko medyczne uparcie powiela nieaktualną już widzę rodem z PRLu? Badania? Eeeee tam będą się badaniami przejmować kiedy wygodniej jest przedstawiać swoje własne opinie na temat karmienia piersią. To od Was wiem, że doświadczacie upokorzeń od lekarzy różnych specjalizacji bo od gastrologów przez alergologów i ginekologów, a na pediatrach kończąc. Od nich wszystkich można usłyszeć kwiatki typu: „Ja leżałam w szpitalu, a 13 miesięczny syn przychodził do mnie na cycka. Od gastroenterologa usłyszałam: Jeszcze Pani karmi? Czy Pani wie, że nie tylko zbyt krótkie ale też zbyt długie karmienie piersią powoduje alergię? Chyba u niego 😉 ” nadesłane przez Dorotę D.

To nie była łatwa droga, a nasza relacja zmieniała się.

Kiedy rozmawiam ze znajomymi to mam wrażenie, że one mnie widzą jak jakiegoś cyborga, co cierpliwie znosi to wieczne uczepienie się Finia u mego biustu. To nie do końca tak wyglądało! Jeśli masz to szczęście być z dzieckiem w domu, to ono ma dostęp do mleczusiów 24h/7 i to bywa przytłaczające. Początek naszej mlecznej drogi to strach i ból. Miałam poranione brodawki bo Filipek źle się przystawiał (zamiast cichutko pić mleczko głośno cmokał) i wtedy na ratunek przyszła cudowna pani doktor z nocnego dyżuru, która pokazała jak to zrobić prawidłowo. Potem nawał pokarmu i piersi Pameli Anderson, które wydawały się nie być częścią mnie ale mrowienie nie pozwalało mi o nich zapomnieć. Przetrwałam i gdybym nie trafiła na blog The Milk Meg (nie znałam wtedy Hafija.pl) poddałabym się chyba na samym początku.

Proces odstawienia od piersi następował stopniowo i z moją pomocą. Kiedy Finio miał 18 miesięcy chciał pić mleczko dosłownie co 15 minut i wtedy zaczęłam stawiać granice aby zrozumiał, że matka też człowiek i ma prawo być zmęczona czy chcieć dokończyć posiłek. Pierwsze ograniczenie jakie Finio zaakceptował gdy notorycznie przerywał obiad by się napić: „Mama musi najpierw dokończyć obiadek bo teraz nie ma mleczka.” Bywało, że stał obok i sprawdzał czy mam coś jeszcze na talerzu ale częściej siadał do stołu, żeby dokończyć swoją porcję zapominając o mleczku. Zauważyłam, że noszenie bluzek zakrywających dekolt oraz unikanie siadania w miejscu, w którym zwykle karmiłam też pomaga ograniczyć dzienne karmienia ale najważniejsza była zabawa! Jeśli był w coś zaangażowany to zapominał o mleczusiach. Na stoliczku zawsze stała woda w dzbanuszku i mini filiżanka. Filip uwielbiał sam nalewać sobie picie i to skutecznie odciągało jego myśli od mleczka. Jednak kiedy ja lub Finio mieliśmy gorszy dzień bywało, że karmiłam dwa razy w ciągu godziny. To naprawdę nie była łatwa relacja i często miałam ochotę wybiec z domu, a najlepiej zakończyć to w diabły. Widziałam jednak jak bardzo synek tego potrzebuje, a ja z moją nabytą wiedzą o laktacji bardzo chciałam zobaczyć jak wygląda proces samoodstawienia, poza tym przychodził kolejny dzień i więcej sił. Upokorzenia, których doświadczyłam w szpitalu sprawiły, że karmienie piersią stało się dla mnie czymś w rodzaju terapii. Czułam, że zawiodłam. Czułam wstyd, że nie miałam praktycznie żadnej wiedzy związanej z porodem. Pochłaniałam wszystko o rozwoju płodu i pielęgnacji noworodka ale poród odpuściłam… przecież miałam opłacić położną więc po co się stresować? Całą negatywną energię “poporodową” przerzuciłam na karmienie piersią. Cudowna Meg przeprowadziła mnie przez wszystkie możliwe laktacyjne problemy i dylematy jakie mnie czekają. Byłam gotowa i chciałam się z tym zmierzyć. Wiedziałam, że jeśli będę karmić dłużej niż rok czy dwa lata (zależy z kim masz do czynienia 😉 ) to czekają mnie niemiłe uwagi. Chciałam stawić temu czoła!

Długo nie wiedziałam jak ograniczyć nocne karmienia. Czytałam, że najlepiej zaangażować tatę dziecka, że zwykle dzieci płaczą i trzeba im wtedy zapewnić poczucie bezpieczeństwa, być blisko i tulić…wydawało mi się to trudne, a ja o niczym tak nie marzyłam jak o śnie. Przez prawie 3 lata Finio spał na dostawce do naszego łóżka więc tym bardziej nie wierzyłam w powodzenie akcji nocnego odstawienia bez protestów. W dzień jestem konsekwentna ale w nocy to ja chcę spać, nawet jeśli pewien mały ktoś będzie mnie na chwilę budził. Wszystko zmieniło się niedługo przed 3 urodzinami synka. Finio obudził się w nocy, a ja powiedziałam tylko „Mleczusie są bardzo zmęczone i chcą spać. Mleczko będzie rano jak wyjdzie słoneczko.” Jęknął cichutko i …zasnął. To samo przez 3 następne noce, a potem nawet jak się obudził to kładł się lub ja mu mówiłam, że jeszcze jest noc, wtulał się we mnie i zasypiał. Po przeprowadzce nie mieliśmy warunków na współspanie więc Finio od pierwszej nocy spał w swoim pokoju i czasem jeszcze przychodzi do nas koło 5 rano, żeby jeszcze pospać godzinkę.

Ostatnie 10 miesięcy karmienia to tylko minuta rano i minuta wieczorem i to nie codziennie więc naprawdę nie jest to uciążliwe, a świadomość, że Finio nadal dostaje cudowności zamknięte w tych kilku łyczkach dawała mi dużo spokoju.

Co zrobiłam aby karmienie piersią było naturalne i bezstresowe dla mnie?

Moje TOP 5:

  1. Stopniowo zbudowałam mleczną relację z synkiem pełną szacunku i zrozumienia dla jego i moich potrzeb.

Kiedy dziecko zaczyna mówić to cieszy każde słowo i każda karmiąca mama zna cycy ale nie chciałam aby Finio krzyczał do mnie kiedykolwiek „daj cycka!” Moja teściowa i mój tata bardzo często zwracali się do Filipka słowami „Idziesz na cycka?” i inne tego typu kombinacje. Dla mnie to nie było ok i nie chciałam by synek uczył się tak wyrażać swoje mleczne potrzeby więc spokojnie wytłumaczyłam, że nie chcę by najbliżsi używali słowa „cycek” gdy Finio domaga się karmienia bo jest to dla mnie przykre. Prosiłam by opisywali czynność, a nie jej źródło 😉 Wystarczy powiedzieć: „Będziesz pić mleczko/ Chcesz pić mleczko?”, a to że ledwo mówiący maluch będzie mówił cycy nic nie szkodzi bo nauczy się mówić inaczej i na pewno z szacunkiem do Ciebie. Mleczusie są the best!

W budowaniu mlecznej relacji z dzieckiem bardzo ważne jest stawianie granic. Od 12 do 18 miesiąca Finio był tak pochłonięty poznawaniem świata, że domagał się mleczka tylko gdy był bardzo zmęczony, głównie przed drzemkami (miał dwie) i wieczorem. Schody zaczęły się potem i to wtedy zaczęłam wprowadzać w życie jasne komunikaty: „Mleczko będzie jak wrócimy ze spaceru/ jak mama wypije kawę/ jak mama zje obiadek/ jak się wykąpiemy/ jak założymy piżamkę itp.” Byłam tak wykończona ciągłym proszeniem o karmienie, że wprowadzenie ograniczeń przyszło naturalnie. Zaczęłam od …kłamstwa: „Mama musi zjeść, żeby mieć mleczko” ale każdy inny argument spotykał się z ogromnym protestem, a ten od początku miał dla Filipka sens więc go zaakceptował. Potem wprowadzałam kolejny ogranicznik i tak doszliśmy do momentu kiedy Filipek akceptował bez mrugnięcia okiem każdy powód opóźniający karmienie, a karmienia skurczyły się do trzech (rano, przed drzemką, wieczorem), a potem do dwóch i to nie codziennie.

  1. Wewnętrzny dialog w trudnych chwilach

Jeśli Twoje dziecko budzi się kilkakrotnie w nocy na mleczną sesję to w którymś momencie masz dość. Jeśli osoby postronne atakują Cię bo karmisz dłużej niż rok to czujesz się z tym źle. Jeśli zatroskana Babcia dziecka próbuje Cię przekonać, że Twój pokarm jest za chudy i musisz dokarmiać mlekiem modyfikowanym to też nie czujesz się z tym dobrze. W trudnych chwilach gdy faktycznie traciłam grunt pod nogami i zaczynałam w siebie wątpić to brałam głęboki wdech i mówiłam sobie po co ja właściwie karmię i dlaczego jest to dla mnie ważne. To naprawdę pomaga się uspokoić.

  1. Wspierający mąż

Nie wiem czy bez wsparcia męża przetrwałabym te wszystkie kryzysy. Wyedukuj partnera bo mężczyźni lubią konkrety więc znając fakty będą czuli się spokojni słysząc, że małżonka krzywdzi ich dziecko karmiąc je dłużej niż rok, 18 miesięcy czy 24 miesiące.

  1. Rodzicielstwo bliskości

Nawet nie wiem jak można zbudować mleczną relację na innych zasadach?

  1. Wygodne ciuchy, z których nie musiałam się rozbierać aby nakarmić synka.

To nie muszą być ubrania przeznaczone dla mam karmiących! Nie miałam nawet jednej sukienki czy bluzki do tego przeznaczonej. Na wyjścia zakładałam stanik do karmienia (ze zwykłym za dużo zachodu) i bluzeczkę na ramiączka na tyle elastyczną by można ją było opuścić, a na to bluzka czy sweter. Widać było głównie głowę Finia bo u góry miałam bluzkę „zewnętrzną”, a podkoszulka zasłaniała brzuch więc nigdy nie siedziałam pół naga. Ostatnio widziałam mamę u kresu sił na spacerze z dwojgiem dzieci. Starsze około 4 lata, młodsze kilkumiesięczne. Kobieta miała na sobie zwykłą sukienkę z zabudowanym dekoltem, a kiedy niemowlę zaczęło płakać w niebogłosy musiała podnieść całą sukienkę do góry więc siedziała na wpół naga na ławce w parku.

Jak karmienie piersią pomogło mi pokonać depresję poporodową?

Kiedy zaczynałam karmić piersią nie mogłam się doczekać tego dnia! Dnia, w którym ten mały ssak da mi wreszcie święty spokój. Poród miał być lekki bo przecież ciąża przebiegała bez zarzutu, a ja chodziłam na jogę dla ciężarnych i wydychałam wyimaginowane złote nici aby usprawnić oddychanie. Naiwnie wierzyłam, że to wystarczy. Serio. Przeczytałam kilka poradników o samej ciąży i pielęgnacji niemowlęcia ale nawet nie przyszło mi do głowy aby dowiedzieć się jak powinien przebiegać poród siłami natury, a przede wszystkim: jakie są moje prawa. O karmieniu piersią wiedziałam tylko tyle, że to najlepsze dla dziecka i że wystarczy karmić 6 miesięcy. Kiedy w szpitalu karmiłam przez łzy powtarzałam sobie w głowie „To tylko pół roku, wytrzymam”.

Rodzić po ludzku w Polsce?!? Ja tego nie uświadczyłam, mimo że opłaciłam położną, która miała się mną zaopiekować. Po porodzie mąż wręczył tej kobiecie kopertę z kasą… oczywiście bez faktury. Zapłaciłam za największą traumę w moim życiu. Traumę, z której wyszłam dzięki karmieniu piersią i wsparciu rodziny ale nigdy nie zapomnę tej fali upokorzeń, która uderzała we mnie w szpitalu codziennie podczas mojego pięciodniowego pobytu. Pierwsza faza porodu przebiegała świetnie do momentu gdy położna, zaledwie po 2 godzinach, zaproponowała oksytocynę, która „mi pomoże”. Ja się pytam czy położne nie uczą się jak wygląda poród fizjologiczny? Na jednym z pierwszych wykładów na studiach z Integracji Sensorycznej dowiedziałam się o wszystkich fazach i ich znaczeniu dla późniejszego rozwoju dziecka! Oksytocyna, którą podaje się na porodówkach z automatu, zaburza fizjologię porodu. Dziecko uderza głową w niezmiękczone kości łonowe jak o beton więc rodzi się straumatyzowane, z napuchniętą głową. Po zaledwie 4 godzinach na porodówce miałam dość, chciałam tylko żeby ten koszmar się skończył. Przed podaniem oksytocyny miałam siłę, skakałam na piłce, chodziłam. Chciałam być cały czas aktywna i kłaść się na plecach. Prosiłam aby położna zabrała mnie na basen ale usłyszałam, że „nie ma na to czasu.” Za to na kroplówkę z oksytocyny był czas. Niedługo potem skurcze stały się tak bolesne, że zupełnie opadłam z sił. Położna kazała mi przeć lub nie przeć na komendę. Parcia są męczące ale nie-parcie kompletnie wycieńcza. Kurczę..jeśli kobieta czuje skurcze to powinna sama na nie reagować. Synek utkwił w kanale rodnym. Położna wyprosiła męża z sali i zawołała lekarza. Leżałam na plecach… jakaś inna położna złapała moją jedną nogę, lekarz drugą jednocześnie kładąc się na moim brzuchu napierając na niego łokciem. Nikt nie pytał mnie o zdanie! Wtedy poczułam jak „moja” położna rozcina mi krocze… usłyszałam płacz synka i odetchnęłam z ulgą. Położyła go na moim brzuchu… gigantyczna opuchlizna na jego główce wyglądała jak kask. Nie pamiętam ile na mnie leżał zanim zabrali go na ważenie i mierzenie. Pamiętam jak ten sam lekarz, który zastosował chwyt Kristellera pojawił się aby mnie …zszyć. Bardzo mocno krwawiłam, a on głośno wyrażał swoje oburzenie: „Co to za dziadowskie lampy? Nic tu nie widzę. Jak ja mam to zszyć?!” Tak…. czułam się taka bezpieczna i zaopiekowana w najbardziej bezsilnym momencie swojego życia. Zszywanie rany to ból nie do opisania. Pamiętam, że w którymś momencie miałam krwotok. Po porodzie dostałam kroplówkę ale i to nie pomogło bo nadal byłam bez sił więc na salę pojechałam na łóżku, nie byłam w stanie nawet usiąść. Nie wstawałam cały kolejny dzień, siku do gąsiora, Filipek podawany do karmienia przez mamę lub siostrę, które były ze mną cały dzień. Pamiętam jak panicznie bałam się, że upadnę próbując przenieść go w nocy. Codziennie na obchodzie lekarze i studenci zatrzymywali się przy mnie na dłużej podczas obchodu… Zwykle mówili o mnie w trzeciej osobie. Oglądali moje krocze głośno komentując, że szew jest paskudny i rana nie zrośnie się prawidłowo (zrosła się). Na koniec lekarz prowadzący obchód mocno naciskał na mój brzuch, a ja czułam jak krew leci ciurkiem. Ból okrutny. Po trzech dniach zgodziłam się na przetaczanie krwi i wtedy poczułam się odrobinę silniejsza.

Usiąść udało mi się dopiero po miesiącu od porodu ale to jeszcze powodowało dyskomfort. Wyobrażasz sobie miesiąc, w którym możesz tylko stać lub leżeć? W samochodzie miałam specjalną poduszkę, która wyglądała jak koło ratunkowe ale w domu już nie potrafiłam na niej siedzieć bo szwy za mocno ciągnęły. Moim marzeniem przez cztery długie tygodnie było karmienie na siedząco. Gorsze od nie-siedzenia były silne krwawienia, które trwały miesiąc. Dobrze, że pierwszy okres dostałam dopiero na drugie urodziny synka 🙂 Cudowny bonus!

Tak się chyba czują ofiary gwałtu. Wstyd, upokorzenie, ból, bezsilność. Od momentu zupełnie zbędnego masażu szyjki macicy, który tylko wariat nazwałby masażem, przez poród i opiekę po porodzie w szpitalu… to był jeden wielki dramat. Nie opowiem Ci wszystkiego ale przez te pięć dni w szpitalu byłam dla większości personelu sztuką mięcha, która nie słyszy i nie czuje. W szpitalu dowiedziałam się, że powinnam się cieszyć, że mam zdrowe dziecko i obyło się bez vacuum itp. Mój koszmar nie dawał mi spokoju i zaczęłam czytać o porodach fizjologicznych i wiem, że nie było przesłanek aby zaaplikować mi oksytocynę. Potem na wykładach zgłębiłam jeszcze wiedzę o wpływ przeróżnych interwencji lekarskich na rozwój dziecka i przeraziłam się. Chwyt Kristellera jest niczym rosyjska ruletka bo lekarz lub położna napierając na brzuch kobiety liczą na podniesienie ciśnienia w jamie macicy wyciskając dziecko jak…krem z tubki ale u niektórych kobiet ten brutalny ucisk może wydłużyć poród. „Rękoczyn Kristellera” nie jest jeszcze prawnie zakazany w Polsce, a powinien. Zastanawiam się czy lekarze myślą o konsekwencjach stosując ten położniczy manewr wymyślony w Niemczech w XIX wieku: może przyspieszę poród, a może doprowadzę do niedotlenienia mózgu dziecka? Może unikniemy operacji, a może kobiecie pęknie macica? Dziecko i matka mogą doznać urazów zagrażających życiu lub doprowadzić do kalectwa. Znany jest przypadek śmierci mamy i dziecka po zastosowaniu chwytu. Tak, cieszę się, że po takim porodzie mam zdrowe dziecko i sama też się jakoś wylizałam, mimo że w szpitalu słyszałam, że rana nie zagoi się prawidłowo. Cieszę się, że nie znałam wtedy konsekwencji.

Wykarmiłam sobie powrót do formy. Dosłownie. Godziny spędzone z moim małym ssakiem powodowały, że przestałam bać się bycia mamą. Przestałam się bać, że gdy Filip znowu zacznie rozpaczliwie płakać to ja sobie nie poradzę. Zaczęłam ufać sobie w tej nowej roli. Dla mojej siostry wyglądało to odwrotnie. Jej te samotne godziny spędzone na karmieniu zafundowały taką deprechę, że musiała się poddać ale ona jest duszą towarzystwa i nie lubi samotności. Ja, introwertyk, odnalazłam nową siebie właśnie w tej ciszy i kojących odgłosach jakie wydawał Finio podczas pici mleczka. “Wyciskane dzieci” są niesłychanie wrażliwe, zwykle dokucza im kolka (oj tak…), a karmiąc koisz ich ból. Jak spotykam mamy z kilku tygodniowymi maleństwami NA MIEŚCIE to oczom nie wierzę! Myślę tylko jakie to musi być cudowne uczucie! Przez pierwszy miesiąc Finio robił 14 kupek dziennie, wieczorem kolki, chodziłam w piżamie do 15:00 lub dłużej… Marzę, że przy kolejnym dziecku będzie mi dany ten luz i spokój.

O chwycie Kristellera ani słowa, a poród wyciskany nie ma nic wspólnego z porodem siłami natury! To chyba miało brzmieć tak: “Poród fizjologiczny przy użyciu ciężaru ciała pana doktora”.

Nie możesz karmić piersią

Podobno laktoterrorystki robią z mam karmiących mlekiem modyfikowanym matki gorszej kategorii . G… prawda. Wybaczcie ale ta wymyślona walka mam karmiących piersią vs mam karmiących butelką strasznie mnie wkurza. Moja siostra karmiła może z 10 dni ale to nigdy nie sprawiło, że pomyślałam, że jest gorszą matką ode mnie! Jest najlepszą matką dla swojej córeczki. Pewnie, że chciała karmić ale nie udźwignęła tego. Gdy widziała mnie karmiącą 2 raz w ciągu godziny mówiła: „Nie wiem jak ty to wytrzymujesz.” Nie oceniała mnie, ja nie oceniałam jej. Myślę, że cała ta mleczna wojna wynika z niezrozumienia. Jeśli mama karmiąca piersią mówi o tym z dumą bo „daje dziecku to co najlepsze” to nie mówi tego by zrobić przykrość mamie, która karmi mieszanką! Karmienie piersią to wzloty i upadki. Kobiety czują się dumne z tego, że mogą karmić. Karmienie staje się częścią ich codzienności, a im młodsze dziecko tym więcej czasu karmiąc spędzają. Często słyszę, że karmiąc piersią nic nie poświęcasz ale ja miałam wiele takich momentów, że byłam o krok od zamknięcia się w łazience na całą noc i uwierz, że czułam dumę, że przezwyciężyłam słabość bo karmiłam świadomie dążąc do samoodstawienia.

Kobiety poddają się w karmieniu głównie z powodu braku wsparcia bo karmienie piersią jest bardzo trudne i wymaga bezwzględnego zaufania do samej siebie. Zaufania tego nie będzie jeśli nie będziesz uzbrojona w wiedzę! Bez wiedzy na temat laktacji ktokolwiek noszący fartuch lekarski lub kuzynka, której „dziecko też w nocy płakało ale przeszła na mm i przestało” zbiją Cię z tropu i spowodują, że stłamsisz instynkt i albo  zaczniesz dokarmiać maluszka dla wizji przespanej nocy lub uwierzysz, że Twój pokarm jest za chudy… albo poczujesz się złą matką, która dała sobie wejść dzieciakowi na głowę. W pierwszym roku karmienia przetrwałam dwa poważne kryzysy, o mniejszych nawet nie wspomnę 😉 Pierwszy w szpitalu gdy każde ciumknięcie Filipka sprawiało ból, drugi gdy Finiul darł się gdy przystawiał się w ciągu dnia, pił 30 sekund po czym rozpaczliwie płakał. Nadrabiał w nocy, a jego waga nie spadała. Miał 7 miesięcy. Wtedy teściowa mocno napierała abym przeszła na mleko modyfikowane bo pewnie tracę pokarm. Wyszedł pierwszy ząbek i wszystko wróciło do normy 🙂

Co jednak jeśli masz wiedzę i wsparcie ale karmienie piersią jest dla Ciebie jak najgorsza kara? Jedna z Was napisała do mnie: „Karmię z zaciśniętymi zębami bo każde karmienie sprawia, że chcę drapać ściany i krzyczeć. Nie odczuwam bólu ale to ssanie jest dla mnie tak denerwujące, że to jest jak tortura. Wytrzymam do 12 miesiąca i koniec.” The Milk Meg pisała o buncie kobiecego ciała na karmienie piersią, który nie jest związany z bólem fizycznym. Czasem pojawia się i znika jak u mnie, a czasem jak widać z listu, towarzyszy kobiecie od początku. Może to jakaś blokada psychiczna? Może wychowywałaś się w domu, w którym karmienie piersią było postrzegane jako coś „obleśnego, zboczonego”? Może byłaś molestowana seksualnie? Może chodzi o złe doświadczenia na początku laktacji? Nawet Ty sama możesz nie wiedzieć czemu czujesz tak silną awersję ale to uczucie istnieje i wtedy trzeba szukać pomocy lub zakończyć tą bolesną relację.

Czy karmienie piersią skrzywiło moje dziecko?

Długie karmienie piersią (dkp) wywołuje ogromne emocje. Nie może być jednak inaczej bo mam karmiących dziecko dłużej niż rok jest niewiele, a to co obce zawsze wywołuje poruszenie. Akceptowane jest karmienie dwulatka ale trzy- czy czterolatka widziane jest jako coś zbędnego, a nawet szkodzącego dziecku! Moje ulubione MITY:
  1. Karmienie piersią ponad dwuletniego dziecka to próba uzależnienia od siebie dziecka.

Odpowiadając na emocjonalne potrzeby dziecka budujesz jego samoocenę, a karmienie piersią „dużego” dziecka to w dużej mierze odpowiadanie na jego potrzebę bliskości.

2. Karmienie ponad dwuletniego dziecka to patologia! Jeśli chcesz dostarczać dziecku dobroczynnych składników znajdujących się w Twoim mleku to odciągnij mleko laktatorem i podaj je w kubeczku.

O patologii możemy mówić wtedy gdy mama nie proponuje dziecku normalnych posiłków i chce aby dziecko żyło tylko jej mlekiem.  Zaatakowała mnie kiedyś psycholożka pracująca na uczelni gdzie byłam na konferencji. Mąż podjechał w przerwie konferencji z dwuletnim wtedy Filipkiem i schowałam się z nim w jakieś pustej sali aby go nakarmić. Wtedy weszła jakaś kobieta, która zdziwiła się na mój widok bo za chwilę miała tam prowadzić zajęcia. Zapytała w jakim wieku jest mój syn i gdy usłyszała odpowiedź zaczęła kręcić głową i głośno wyrażać swoją negatywną opinię. Nie wiem co odpowiedziałam ale ona szybko weszła mi w słowo aby dać mi znać, że jest psychologiem i „wie co mówi”. Byłam w takim szoku, że szybko stamtąd wyszłam aby ochłonąć. Pomyśleć tylko, że psycholodzy mają nie oceniać, a ich głównym narzędziem pracy jest szacunek do drugiego człowieka. Na szczęście są psycholodzy, którzy głośno mówią, że negatywna opinia o karmieniu piersią dłuższym niż rok czy dwa lata (ja usłyszałam, że można karmić tylko do roku…) w ich środowisku wynika z braku wiedzy na ten temat i są to zwykle opinie prywatne.

  1. Karmienie piersią w nocy powoduje próchnicę.

Nie prawda! Natura tak to wymyśliła, że nie dosyć, że dziecko musi bardzo głęboko zassać brodawkę co powoduje, że buzia nie jest wypełniona mlekiem jak w przypadku karmienia butelką, ale też mleko matki zawiera składniki ochraniające zęby. Gdzieś przeczytałam, że mleko kobiece działa jak naturalna pasta do zębów (źródło).

  1. Karmienie piersią „dużego” dziecka powoduje wady wymowy i wady zgryzu.

Ten mit nadal jest rozpowszechniany przez specjalistów, mimo badań go obalających. Cytat z badań B. Taylor i J. Wadswort:  „Karmienie piersią nie skutkuje problemami z mową w pierwszych pięciu latach życia dziecka.” Ile tych karmień jest po 3-cim roku życia? Dwa, może trzy, a trwają dosłownie dwie minutki. Warto zapoznać się z pracami antropolożki, Katherine A. Dettwyler, która poddała analizie zachowania ssaków i dowodzi, że ludzie są naturalnie predysponowani do porzucenia mleka matki pomiędzy 2,5 a 7 rokiem życia czyli do momentu kiedy pierwsze mleczne zęby zaczynają wypadać. Światowa średnia samoodstawienia to 2 – 4 lata.

  1. Karmienie piersią dziecka w wieku przedszkolnym jest odrażające. Przecież to dziecko potrafi już chodzić i mówić! Czemu nie używasz LAKTATORA?!?

Ile jest mam karmiących piersią dłużej niż rok? Z tego co pamiętam ta grupa to jedynie 1% polskich matek. Tak rzadkie zjawisko budzi niepokój więc łatwo o wojnę z rzucaniem takich uwag. Mam bardzo dobry laktator, pożyczony od koleżanki, która z powodu problemów ze ssaniem ściągała mleko dla swojej córki przez rok. Używałam go kilka razy i mój rekord to 50 ml w pół godziny… Dla mnie to byłam mordęga i skoro nie było potrzeby ze strony dziecka to po co ja mam się męczyć?

  1. Karmienie piersią ponad dwuletniego chłopca spowoduje u niego obsesję na punkcie piersi i uczyni z niego zboczeńca gdy dorośnie.

Jest dokładnie na odwrót!

  1. Jak odstawisz od piersi to dziecko zacznie więcej jeść.

Karmienie piersią nie zmniejsza apetytu dziecka. Nie raz było tak, że Finio zjadał cały obiad i dopijał mleczkiem. Prawdą jest, że w dni kiedy apetyt dziecka drastycznie spada i odmawia nawet najukochańszych przekąsek to mleko mamy na pewno z chęcią wypije. Zauważyłam to szczególnie w trakcie trwania infekcji czy wyżynania się zębów. W trudnych momentach karmienie piersią daje niesłychany spokój ducha.

  1. Cycki do kolan!

Moja Babcia widząc jak karmię ponad dwuletniego Filipa krzywiła się i mówiła „Taki duży chłop, a ty będziesz miała cycki do kolan!” Nie mam! Mimo badań, które jasno wiążą „oklapnięcie” biustu matki z procesami zachodzącymi już w ciąży oraz genetyki, gdzieś z tyłu głowy czaił się strach… A może jednak ochlapną? Ufffff na szczęście nie i moje piersi mają się dobrze więc nie daj sobie wmówić, że karmiąc dłużej niż rok czy dwa lata Twoje piersi zwiędną bo czas karmienia nie ma wpływu na jędrność piersi.

  1. Miękkie piersi oznaczają brak pokarmu

To normalne, że piersi przestają się odczuwalnie i wizualnie napełniać. Na początku wezbrane piersi przypominają sztuczny biust i kiedy to się zmienia wiele kobiet uważa, że traci pokarm (ja też wpadłam w panikę 😉 ). Ilość mleka z czasem się zmniejsza ale jakościowo jest idealnie dostosowane do potrzeb starszego dziecka bo zwiększa się ilość m.in.: ciał odpornościowych w mleku.

Trauma dużego dziecka z powodu odstawienia?

Jakiś czas temu trafiłam na dyskusję na temat dkp gdzie jedna z mam, psycholożka chyba, zastanawiała się nad traumą jaką powoduje odstawienie od piersi czterolatka. Hmmmm odpowiem tak: nie ma mowy o traumie jeśli to dziecko decyduje o zakończeniu tej relacji. To nie musi być decyzja dziecka! Dziecko pijące mleko 1-2 razy dziennie przyjmie decyzję mamy o zakończeniu karmienia ze spokojem. Im starsze dziecko, tym łatwiej się z nim dogadać – to chyba dosyć logiczne 😉 Trzylatek ma w sobie więcej empatii niż dwulatek więc argument: „Jestem teraz zmęczona” staje się dla dziecka logiczny i akceptuje go. Finio obudził się rano w wieku 3 lat i 10 miesięcy i jeszcze mocno zaspany powiedział: „Mleczko” ale spojrzał na mnie po chwili, już z szeroko otwartymi oczami i szybko się poprawił „Nie, poproszę herbatkę.” Powiedział to tak jakby pomylił się prosząc o mleczko 😉 Gdzie ta trauma? Co śmieszne Finio nie pija herbat latem więc   widząc ciepłego rooibosa w kubku poprosił o wodę z cytryną.

Życzę Ci abyś nauczyła się nie przepraszać i nie tłumaczyć swoich decyzji macierzyńskich ludziom, którzy ewidentnie odbierają na innych falach. Co komu do tego czy śpisz lub nie śpisz z dzieckiem? Co komu do tego czy karmisz miesiąc czy rok czy kilka lat? Zaufania i szczerości wobec siebie bo to najważniejsze.

Dodaj komentarz

36 komentarzy do "Karmienie piersią na… depresję"

avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Dorota
Gość
Dorota

Piękny tekst.
Ja to dopiero jestem nienormalna, bo karmię w tandemie 2,5 latka i 8 miesięczne niemowlę;)

Ania
Gość
mamy bardzo podobne historie, u mnie też karmienie zaczęło się od łez, bólu, krwi i strupów – przetrwałam te tygodnie i karmię ponad 2 lata. Przeczytałam ostatnio słowa A. Stein, która pisze, że “tam gdzie nie ma wiedzy, pojawiają się uprzedzenia” i bardzo to do mnie trafiło. Myślę, że brak wiedzy jest głównym problemem w komentowaniu kp. Ja nigdy, przez całe swoje życie, nie widziałam karmiącej mamy – żadnej, widziałam za to mamy karmiące butelką. Dla mnie właśnie to było normą – butelka. Dopiero, gdy zaszłam w ciążę i zaczęłam poszerzać wiedzę, wszystko wskoczyło na swoje miejsce. Swoją drogą, nie… Czytaj więcej »
Zia
Gość
Poruszył mnie twój tekst i sprawil ze chciałabym podzielić się tym jak jest u mnie z karmieniem piersią. Gdy byłam w ciąży karmienie piersią było dla mnie czymś w czym zupełnie siebie nie widziałam. Myślałam że nie będę w stanie znieść tego ze dziecko przysysa sie do moich piersi i je ciumka. Jak o tym myślałam wewnątrz wszystko krzyczało NIE. Syna urodziłam przez cc, zaniklo tetno. Nie wiem co by było gdybym nie była wtedy podłączona pod ktg. Okazało się że zaczęło się odklejać łożysko. Gdy leżałam na sali pooperacyjnej położna przystawila mi małego do piersi, i złapał odrazu a… Czytaj więcej »
Zia
Gość
Chciałam dodać jeszcze jedno. W szpitalu po porodzie prosilam wielokrotnie o pomoc w związku z karmieniem. Nie wiedziałam jak przystawiać, nie miałam odrazu pokarmu po cc, polozne kazaly odciagac, ale recznie nie umialam a laktorem nic nie lecialo. Z przystawianiem rzeczywiście pomagały, ale zupełnie nie potrafiły pomoc z odciaganiem. Bolesne ugniatanie piersi na korytarzu szpitala. Komenatrze, no ja za pania tego nie zrobie. Wydawalo mi sie to nienormalne ze reczne odciaganie ma tak bolec, ale one twierdzily ze ma. Teraz wiem ze to bzdura. Odciaganie mleka nie boli, a po cc bez akcji skurczowej laktacja rozkreca się dluzej. Oczywiście nie… Czytaj więcej »
Zia
Gość

I jeszcze drugie, nie obylo sie bez dokarmiania w szpitalu…dokarmiania jakby to była gęś tuczna. Bo chodzi tylko o to żeby zrobic miejsce dla kolejnych.

Iza
Gość

Piękny tekst. Wszystko prawdziwe i szczere… my też z córeczka przeżyłtsmy dramat w szpitalu i od porodu po 16 dniach do domu. Powikłania. Moje olbrzymie Obrzęki. Zapalenie płuc corki i inne potwornosci. Cesarka. A w wypisie oczywisci3 wszystko cacy i podobno byl kontakt skóra do skóry… Boże widzisz a nie grzmisz. Teraz kolejne dramaty gdy po roku chce odstawić od piersi a noc jest koszmarem :(.

Monika
Gość
Monika

Jakbym czytała o swoim porodzie…
Lekarz zaplanował sobie szybki poród. Doszło do komplikacji i skończyło na ratowaniu życia. Nie da się zapomnieć bólu, lekceważenia, poniżenia… Dziś wiem więcej.

Miałam okazję spotkać Cię w realu… Dało się zauważyć wyjątkową więź między Tobą a synkiem. 🙂

Ja karmię 3 lata i 4 miesiące. Przeszłam wiele kryzysów, dużo się nasłuchałam. W chwilach zwątpienia patrzyłam w oczy dziecka i wiedziałam, że to ma sens.
Wszystkim polecam Hafija.pl. Mi pomógł. Niewiele brakowało, żebym karmienie piersią zakończyła po 3 miesiącach.

Patrycja
Gość
Patrycja

Bardzo ciekawy, inspirujący i niezwykle intymny wpis. Ja karmię syna dopiero 6 miesięcy, a już pojawia się zdziwienie otoczenia. Od własnej matki usłyszałam ostatnio komentarz, że karmienie 3-latka to zboczenie. Bardzo nieswojo się poczułam. Wiele ciężkich chwil przede mną, bo nie zamierzam kończyć szybko. Takie wpisy dają mi siłę i nadzieję. Dziękuję.

karolina
Gość
karolina
przeczytałam jednym tchem! ja miałam to szczęście, że poród przebiegł bez problemów i komplikacji. o 23.58 wylądowałam na porodówce, a o 2.00 Marysia była już z nami. W szpitalu opieka nie do opisania! położne do rany przyłóż. czasami aż do przesady, ledwo dziecko zakwiliło od razu się ktoś zjawiał zapytać czy wszystko ok i czy nie trzeba w czymś pomóc. ż karmienie nie było żadnych problemów, bo mała od razu dostawila się prawidłowo. wszystko jak w bajce. miałam chwile zwątpienia ale na szczęście chodziliśmy z mężem do szkoły rodzenia w poradni laktacyjnej. zajęcia prowadzone przez najlepszego doradcę laktacyjnego! na każdy… Czytaj więcej »
Karolina
Gość
Karolina

Wspaniały tekst. Jesteś moim guru 😊

Paulina
Gość
Paulina
Aż się płakać chce,że takie rzeczy mają miejsce w naszych czasach… niektórzy ludzie zatrzymali się chyba w rozwoju.. My z synkiem karmimy się już 11 msc. Poród był co prawda idealny jak na pierwszy. Jednak powrót do domu i baby blues zrobiły swoje. Pierwszy miesiąc był udręka. Karmienie co 2h które trwały następna godzinę.. zapalenia piersi..czułam się osaczona przez własne dziecko. Jednak to minęło i teraz nie wyobrażam sobie zakończenia karmienia i choć jest ich o wiele mniej karmimy się do samoodstawienia. Choc będąc jeszcze w ciąży zapierałam się że w ogóle nie będę karmić 😉 gdzieś mam opinie innych… Czytaj więcej »
Ma_na
Gość

Mam pytanie odnośnie powrotu miesiączki przy tak długim karmieniu. Po jakim czasie owulacja u Pani powróciła?
I jeszcze jedno pytanie odnosnie pokarmu i jego zaniku. Karmię w prawdzie dopiero 9 miesięcy ale moje dziecko jest coraz bardziej zajęte poznawaniem świata, poza tym poznaje nowe smaki i co za tym idzie liczba kamień z 1573726 w ciągu dnia spadła do zaledwie 3, może 4. Czy takie rzadkie karmienie nie wpłynie na zanik pokarmu? Chcialabym karmić jak najdłużej i mam trochę obawy co do tego. Pozdrawiam!

Magdalena
Gość
Magdalena
Dzięki za ten wpis i za całego bloga, za cały ogrom wiedzy z zakresu dietetyki i nie tylko,którą tak przystępnie przekazujesz. Jestem twoją stalą czytelniczką od mniej więcej półtora roku. Gratuluję pięknej mlecznej drogi:-). Karmię synka już 25 miesięcy i z jednej strony marzę już o odstawieniu go od piersi, ( praktycznie od urodzenia Adaś śpi nami, do tej pory nie został się też sam na noc z mężem lub dziadkami). Przyznaję,że robi się to coraz bardziej uciążliwe, a mąż też nakłania mnie do zakończenia karmienia. Z drugiej strony też chciałbym karmić do samoodstawienia, wiem jakie korzyści przynosi mleko mamy.… Czytaj więcej »
Paulina P.
Gość
Paulina P.
Świetny tekst! Wspolczuje traumy porodu – to straszne że takie rzeczy się zdarzają 🙁 Ja karmię piersią 23 miesiące i nie zapowiada się na koniec 😉 Synek bardzo przywiązany do kp i ja w sumie też choć tak jak napisalas zdarzają się gorsze chwile. Jak jestem z nim w domu np w weekend to karmienia są bardzo często, jak jest w żłobku to siłą rzeczy jest ich mniej. Noce często wyglądają tak, że Młody śpi na mnie z cycusiem w buzi i to jest dla mnie najbardziej uciążliwe. Jednak udalo się oduczyć go zasypiania na noc przy piersi i dzięki… Czytaj więcej »
Sylwia
Gość
Sylwia
Ja jestem w trakcie 14 miesiąca mlecznej drogi z synkiem i wymarzylam sobie ze będę go karmić przynajmniej przez 2 lata a najlepiej do samoodstaewienia jeśli nie będzie przeciwwskazań zdrowotnych. No ALE od jakiegoś czasu zmagam się właśnie z tym ze niektóre karmienia stały się dla mnie torturą dokładnie taka jak z opisu Pani czytelniczki. Liczyłam ze to minie ale nie tylko nie mija ale intensyfikuje się i pojawia coraz częściej. Niestety nie jestem biegła w języku angielskim na tyle zeby odszukac u Milk Emily ten artykul o buncie kobiecego ciala na karmienie piersia, mogłabym wiec poprosić o jakiś odnośnik… Czytaj więcej »
Sylwia
Gość
Sylwia

*Milk Meg oczywiście 🙂

Kasia
Gość
Czytam i tak sobie myślę że i ja zostawię opinię chociaż może się ona trochę różnic od pozostałych. Tekst dobry, fajnie napisany, wydaje mi się że z sercem ale… strasznie mi się podobał pomysł z nazywaniem ‘czynności a nie jego źródła’ tym bardziej że sama karmię ale wszystko mi padło po ‘mleczusiach’ 🙁 przepraszam ale czy ta nomenklatura musi być zawsze taka słodko-pierdząca nie wiem dlaczego ale z reguły mnie to lekko drażni bo mam wrażenie że ustawia matki w takim przesłodzonym sztucznym świetle ( nie gniewaj się, to tylko moje odczucia) i jeszcze jedno co mnie tu trochę bije… Czytaj więcej »
Magdalena
Gość
Magdalena
Dzięki za ten wpis i za całego bloga, za cały ogrom wiedzy z zakresu dietetyki i nie tylko,którą tak przystępnie przekazujesz. Jestem twoją stalą czytelniczką od mniej więcej półtora roku. Gratuluję pięknej mlecznej drogi:-). Karmię synka już 25 miesięcy i z jednej strony marzę już o odstawieniu go od piersi, ( praktycznie od urodzenia Adaś śpi nami, do tej pory nie został się też sam na noc z mężem lub dziadkami). Przyznaję,że robi się to coraz bardziej uciążliwe, a mąż też nakłania mnie do zakończenia karmienia. Powoli myślimy o drugim dziecku, a do tej pory nie wrócił mi okres. Z… Czytaj więcej »
BASIA
Gość

Wspaniały tekst. Ja właśnie karmię swoje 3 dziecko, które ma już 20 miesięcy i dla mnie także karmienie jest terapią po traumatycznych przeżyciach, ale nie związanych z porodem. Trochę się w sumie boję odstawienia, bo karmienie działa jak przed ciąża antydepresanty i nie chciałabym znowu zmagać się z depresją. Dwoje starszych dzieci karmiłam po 2 lata i także musiałam się borykać z niewiedzą i uprzedzeniami innych ludzi, ale właśnie mój upór i determinacją spowodowały, że moje siostry poszły w moje ślady i aktualne 3 karmimy obecnie dzieci. Z czego najmłodsza siostra jest odemnie o 12 lat młodsza.

Teresa
Gość
Teresa

Muszę Pani powiedzieć że przerobiłam sporo stron, blogów w klimacie eko życia/jedzenia rodzicielstwa bliskości, BLW itd. i dopiero dziś poszukując przepisów, trafiłam na ten blog, który jako jedyny trafia do mnie w całości! Czytam sobie go już trzy godziny! 😝 Naprawdę świetny! Jako mama trójki chłopców trochę już się nagotowalam, natestowalam, pokonfrontowalam, pozastanawialam, powatpilam itd. Goszcząc tu czuję spokój i na pewno zostanę tu na dłużej. Czuć normalność oczywistość – dziś towary luksusowe i deficytowe 😉 Gratuluję i słonecznie pozdrawiam.

wpDiscuz